Noe – wybrany przez Boga

Film Darrena Aronofskyego to ekranizacja komiksu który sam stworzył trzy lata wcześniej. Komiks, a co za tym idzie film, oczywiście zbudowany jest na motywach znanych ze Starego Testamentu, ale nie tylko. W filmie są odwołania do Księgi Enocha (żydowskiego apokryfu), Eposu o Gilgameszu (sumeryjskiego mitu) i być może też do gnostyckiego apokryfu Hipostaza Archontów – chociaż tutaj to pewnie przypadek.

Główna historia w zarysie trzyma się wzoru biblijnego, kilka elementów zostało jednak zaczerpniętych z innych starożytnych świadectw. Aronofsky pofantazjował i pokazał jak według niego wyglądali upadli Aniołowie. Skalniaki, bo tak by ich można było określić, przedstawieni są jako byty anielskie zamknięte w skalnych skorupach. Biblia oczywiście niczego takiego nie sugeruje. Bliżej temu obrazowi do koncepcji gnostyckich, w których byty duchowe im dalej oddalają się od swojego źródła tym bardziej stają się cielesne. Grzech Aniołów oddalił ich od Stwórcy tak daleko, że ich ciała zamieniły się w kamień.

W filmie ci aniołowie noszą miano “Strażników”, a jeden z nich, ich przywódca, nazywa się Semjaza – to są elementy zaczerpnięte z Księgi Enocha. Dziadek Noego daje mu ziarno z ogrodu Eden, co jest z kolei odwołaniem do Eposu o Gilgameszu, w którym główny bohater dowiaduje się od istnieniu rośliny, która zapewnia nieśmiertelność. W filmie ziarno nie spełnia tej samej roli, ale wyraźnie jest to swego rodzaju nawiązanie do sumeryjskiego mitu.

Strażnicy w filmie są istotami, które upadły w czasach Adama i Ewy. Z Biblii nie da się jednoznacznie wywnioskować kiedy ten upadek miał miejsce, a czytając historię o potopie można odnieść wrażenie, że miał on miejsce właśnie krótko przed potopem. Gnostycki apokryf Hipostaza Archontów opowiada historię, w której Aniołowie zgrzeszyli z Ewą – z tego zrodziło się plemię żmijowe, potomstwo Kaina. Co ciekawe odwołanie do tego gnostyckiego tekstu znajdujemy w znanym fragmencie Apostoła Pawła: “ale kobieta ma mieć oznakę uległości na głowie ze względu na aniołów”.

*

Nadwrażliwi chrześcijanie, którzy mówią, że film wypacza obraz Boga muszą zauważyć dwie rzeczy. Po pierwsze reżyserem jest Żyd, Żydzi mają inne wyobrażenie o Bogu niż chrześcijanie. Po drugie to nie jest film o Bogu. To jest film o człowieku. I tylko jego uczucia i przeżycia są pokazane.  Swoją drogą, trzeba było być naprawdę nie w humorze by zabić wszystkich ludzi na świecie – więc kto tu wypacza obraz Boga?

Aronofsky dodał do historii element dramatyczny. Jak można zauważyć, biblijny Noe nie jest zbyt rozbudowaną postacią, nie wiemy czy coś przeżywa. W filmie taka niewyrazista postać by się nie przyjęła, dlatego reżyser dopisał Noemu nowy charakter. Noe u Aronosfkyego nie uważa siebie wcale za sprawiedliwego, myśli o sobie i swojej rodzinie jako o tak samo grzesznych jak ci na których Bóg chce sprowadzić potop. Za jedynie niewinne uważa zwierzęta! Wydaje mu się, że Bóg chce uratować tylko zwierzęta! W tym swoim kompletnym braku zrozumienia postanawia nawet zabić dziecko, które ma się urodzić jego synowej – byle tylko gatunek nie przetrwał.

W finałowej scenie – którą wcale nie jest koniec potopu! – Noe odkrywa w sobie miłość i błogosławi narodzone dzieci. To było sednem filmu, nie historia o potopie, ale przemiana człowieka, z kogoś przekonanego o swojej winie do kogoś kto w Bożym zbawieniu odkrywa miłość w sobie samym.

Film niestety bez rewelacji, ani postaci, ani możliwości współczesnej techniki, ani tak naprawdę historia nie zostały wykorzystane w pełni.

3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *